Skip to content

Nie mam czasu iść szybko.

Oko trenera się czasem mocno męczy i trener potrzebuje odpoczynku, urlopu (tak, wiem, każdy z nas, nie tylko trener). Dziś zatem inspiracja nie tyle z prowadzonego przeze mnie szkolenia, a z ostatniego wyjazdu regeneracyjnego w piękne zalesione wzgórza Beskidu Sądeckiego. Na szlaku górskiego spaceru, schodząc w dół, spotykamy inną uczestniczkę wyjazdu, Dorotę, która dopiero wspina się w górę. Pyta, jak daleko jeszcze na szczyt, do schroniska. Mówimy, że nie wiemy, bo my aż do schroniska nie szłyśmy (odstraszyła nas prognoza na silne deszcze), ale, że jeszcze pewnie około godzina, zależy też jakim tempem.

Dorota wędruje w górę, my powoli, rozprawiając to o przetworach z pomidorów, to o Bolesławie Krzywoustym, schodzimy w dół, do domu. Wieczorem spotykam Dorotę przy kolacji i pytam, czy doszła do schroniska i czy zdążyła wrócić przed deszczem. Doszła, zdążyła. Uffff. Komentuję więc odruchowo „Nooo, ale pewnie szłaś dużo szybszym tempem niż my.” Na co Dorota, bez większego namysłu odpowiada: „Ależ skąd! Nie miałam czasu iść szybko.”

Mój umysł doświadcza „system error” i początkowo myślę, że się przejęzyczyła. Ale ona tak zupełnie naturalnie i na poważnie! NIE MIAŁAM CZASU IŚĆ SZYBKO. A potem pokazuje wspaniałe zdjęcia wiewiórki, którą dokarmiła, małej nornicy, którą jakimś cudem dostrzegła między drzewami, ptaka, którego nazwy już teraz nie pamiętam (ale piękny był!).

NIE MIAŁA CZASU IŚĆ SZYBKO. 

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że nie mamy czasu robić rzeczy wolno. Życie takie krótkie, dzień taki krótki, a tyle do zrobienia. Nie mam czasu iść wolno, więc biegnę. Nie mam czasu odpocząć, więc pracuję więcej. Nie mam czasu się zatrzymać na refleksję. Na relację. Na oddech. Na pytanie, gdzie ja tak właściwie biegnę? Co jest metą? Chodzi o zdobycie szczytu, czy chodzi też o drogę? A jeśli chodzi (też) o drogę, to ile z niej korzystam, jeśli się ciągle spieszę? Na ile, chcąc oszczędzić czas pośpiechem (jego ilość), tak naprawdę tracę czas (jego jakość)?

Danuta Szaflarska podzieliła się kiedyś refleksją, z którą też Was dzisiaj chcę zostawić, a którą przypomniała mi właśnie w ten weekend tak mądrze i autentycznie Dorota, moja nowa „patronka bez pośpiechu”:

„Była taki czas, kiedy ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał jeszcze szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: ‘Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna.’ Pozbądź się tego wewnętrznego biegu. Oglądaj świat, obserwuj, co się dookoła ciebie dzieje, bo życie mamy jedno, a przecież we wszystkim można znaleźć tyle piękna.  Właściwie samo to, że się żyje, jest już czymś cudownym.” 

ZWOLNIJ. NAPRAWDĘ NIE MASZ ZBYT WIELE CZASU, ŻEBY SIĘ AŻ TAK SPIESZYĆ.