Skip to content

Odwaga Liderska

– Musimy zwolnić jakieś dwadzieścia osób z centrali. Przygotuj mi listę pracowników i zaznacz swoje typy. – Mój nowy szef mówił całkiem poważnie. – Znasz ludzi, prawda? Wiesz, kto jest najsłabszym ogniwem.

Co?! Byłam tak zszokowana, że zapomniałam tak zwanego języka w gębie. Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę i nie do końca rozumiałam, co mam zrobić.

Kiedy po spotkaniu wróciłam do swojego biurka, nie miałam pojęcia, za co i jak mam się zabrać. Ten człowiek znalazł się na stanowisku dyrektora HR po spędzeniu dwudziestu lat w operacji, nie ma pojęcia o procesach HR-owych! Tego się tak nie robi! Poczułam, że to moja rola, żeby mu to uświadomić. Takie działanie nie jest też zgodne z moimi wartościami. Nie chcę działać wbrew sobie i potem nie móc spojrzeć ludziom ani sobie w oczy.

Z drugiej strony jednak wiedziałam, że z nim nie ma żartów. To twardy gość, z którym nie chciałam zadzierać. Lubiłam tę pracę i nie chciałam jej stracić.

Co miałam robić?!

***

Ile razy jako lider stoisz przed takim dylematem? Być w zgodzie z zasadami, etyką, swoimi wartościami, czy pójść na wątpliwy kompromis albo zupełnie ulec i zrobić coś, z czego nie jesteś dumna/y? W imię czego? Świętego spokoju, zachowania stanowiska, polityki firmy?

Odwaga liderska to nieustające podejmowanie decyzji, które balansują na granicy lojalności, przyzwoitości, tupetu i niepewności, jakie to przyniesie konsekwencje. Decyzje, co powiedzieć, co przemilczeć, jak się zachować, jak zareagować. Jakiego udzielić feedbacku, gdy nie wiesz do końca, co się wydarzyło między zwaśnionymi stronami.

To zaufanie do siebie, że moja decyzja o reakcji jest właściwa i wzięcie za nią odpowiedzialności. Przyznanie się do błędu wobec współpracowników, szefa, klienta, a przede wszystkim swoich ludzi z wiarą, że to buduje, a nie rujnuje mój autorytet. To stawianie czoła informacji zwrotnej, wręcz dopominanie się o nią i słuchanie z otwartością, żeby budować swoją świadomość lidera. To wyrażanie swoich emocji i opinii z szacunkiem dla innych, choć może to być bardzo niekomfortowe. To dokonywanie zmian, które są wyjściem lub poszerzaniem strefy komfortu, nie tylko mojej, ale i ludzi, którzy mnie otaczają.

To wreszcie konfrontacja, która nie jest wejściem w destrukcyjny konflikt, ale taki, który przynosi porozumienie.

Odwaga lidera to także zaufanie swoim ludziom, że podejmą właściwe decyzje i kroki w konkretnej sytuacji. Zaufanie to jednak umowa dwustronna. Lider, który oczekuje zaufania od swoich ludzi, ale sam go nie okazuje, nie może liczyć na poparcie w trudnej sytuacji. „Nasza pewność w podejmowaniu dobrych decyzji zależy od tego, na ile czujemy, że liderzy nam ufają”, pisze Simon Sinek w swojej książce „Liderzy jedzą na końcu”. Pracownicy są skłonni więcej ryzykować i okazywać zaangażowanie, kiedy wiedzą i czują, że mają za swoimi plecami lidera. Nawet wtedy, gdy popełnią błąd. Obrona własnego zespołu w takich okolicznościach wymaga jednak odwagi. Ta zwraca się stokrotnie.

O braku zaangażowania jako źródle wielu problemów w organizacjach pisze też Brene Brown w swojej książce „Z wielką odwagą”. Brene nazywa to „przepaścią braku zaangażowania”, czyli luką pomiędzy wartościami, którymi chcielibyśmy żyć, a tymi, które faktycznie demonstrujemy na co dzień. Sama byłam „ofiarą” lidera, który tworzył wizerunek wspierającego szefa, popierającego inicjatywę i innowacyjność swoich pracowników, a za ich plecami prezentował ich pomysły jako swoje. Widziałam sytuacje, gdy lider deklarował tolerancję i otwartość na różnorodność, po czym w nieprzyzwoity sposób żartował z czyjegoś koloru skóry, zwyczajów albo karmienia piersią. Takie zachowania sprawiają, że ludziom przestaje się chcieć. Że odchodzą. Nie chcą angażować się dla lidera, któremu nie zależy na tworzeniu kultury żywych wartości. Nawet jeśli czasami nie są w stanie nazwać tego zjawiska, to podświadomie czują, że tkwią w udawanym świecie, gdzie wszyscy się uśmiechają, ale brak w tym prawdziwego szacunku. Do tego potrzebny jest wzór, którego dostarcza lider. A do tego potrzebna jest odwaga, również poprzez przeciwstawianie się łamaniu wartości.

Odwołując się do Brene Brown po raz kolejny, warto wspomnieć jej definicję odwagi: to wyjście do ludzi i pozwolenie im na zobaczenie tego, kim i jacy naprawdę jesteśmy. To pokazanie naszej wrażliwości, w tym naszych słabości. Lęk przed byciem wrażliwym, zwłaszcza w biznesie, skazuje nas na noszenie masek, które oddzielają nas od innych ludzi, od własnych zespołów. Od ich wrażliwości i uczuć, które sami zaczynają kryć pod sztywnymi fasadami korporacyjnych zasad. To z kolei ma przełożenie na atmosferę, w jakiej pracujemy i na poczucie bezpieczeństwa u boku lidera. Potem na zaufanie, zaangażowanie, wyniki… „Nasza zdolność do bycia odważnym liderem będzie tak mocna, jak mocna będzie nasza gotowość do okazywania wrażliwości”, pisze Brene Brown w książce „Dare to lead”.

Nie chodzi o to, żeby się nie bać. Strach przed zranieniem jest naturalny i zawsze będzie nam towarzyszył, ale to odwaga stawienia mu czoła decyduje o wielkości lidera.

Odwaga lidera może mieć wiele obliczy. Jej fundamentem jest tworzenie kultury otwartości, nazywania i realizowania wspólnych wartości, budowanie świadomości siebie i wspieranie w tym innych, okazywanie zaufania.

***

– Nie możemy tego zrobić w ten sposób. – Postawiłam laptopa na stole i usiadłam naprzeciwko mojego szefa. Na ekranie widniała lista, którą w pierwszym odruchu przygotowałam na kolejne spotkanie z nim i której nie zamierzałam wykorzystać. – Tego się tak nie robi.

Uniósł brwi w niemym pytaniu. Moja pierwsza menedżerska rola. Od niedawna pracuję w tej firmie, nowego szefa mam od tygodnia i zaczynam od stawiania się.

– Co proponujesz? – zapytał ostro.

Raz kozie śmierć. Przedstawiłam mój pogląd na sprawę i czekałam na wyrok. Długo milczał, to zerkając przez okno, to na mnie.

– Ok, zorganizuj spotkanie z menedżerami. Musimy to z nimi przedyskutować.

Uff. Spotkanie skończone. Przeżyłam. I poczułam się silniejsza. Sprawcza.

W mojej karierze liderskiej jeszcze wielokrotnie miałam przeżywać tę „kozią śmierć”. Nie było łatwo. Czasami było strasznie i na ostrzu noża. Czasem strach wygrywał i nie zawsze mówiłam otwarcie, co myślę. Wtedy zazwyczaj żałowałam. Nigdy jednak nie pożałowałam bycia w zgodzie ze sobą, choć wystawiałam się na zranienie. I z tych chwil bycia liderem jestem najbardziej dumna.